W Biblii są twarde strony, które skłaniają do myślenia.

Na przykład otchłań samotności i smutku, która sprawia, że ​​Jezus krzyczy w najwyższym i wymarzonym akcie całego swojego życia: „Boże, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27,46). Krzyk Jezusa daje wyraz udręce tak wielu wierzących. Często pogrążamy się w nieprzewidywalnej ciszy Boga, my również wołamy słowami Psalmu: „Boże, wyjdź ze swojego milczenia, nie bądź niemy i bezczynni” (Ps 83,2).

To nie jest sytuacja wyjątkowa. Zamiast tego jest to codzienne ryzyko każdej egzystencji, która próbuje przełamać granice tajemnicy. Bóg wypełnia nasze codzienne życie. To miejsce Jego obecności zbawienia. Ale nasz Bóg jest Bogiem milczenia, który staje się słowem i pozostaje milczeniem i tajemnicą. radość i miłość, a wiara

Obecność Boga różni się od jakiejkolwiek innej obecności przyjaciół: jest to naprawdę intensywna, realna obecność, która jest jednocześnie i z tą samą prawdą „nieobecność”; jest to posiadanie, które nigdy nie jest całkowicie posiadane; jest to bliskość, która nigdy nie jest w pełni bliska.

W słowniku, za pomocą którego opisujemy nasze doświadczenia, przeciwieństwem bliskości jest dystans, obecność jest nieobecnością, podobnie jak posiadanie brakiem.

Bóg Jezusa ma własne słownictwo. Kiedy wypowiada się za nas słowo, udaje mu się połączyć bliskość i dystans, nieobecność i obecność, posiadanie i niedostatek w tym samym geście. On jest Bogiem z nami; ale niewypowiedziane i niewypowiedziane zawsze pozostają.

Wyznanie, że jest obecny, nigdy nie jest subtelnym ćwiczeniem naszej inteligencji. Jest to zawsze zakład na życie, ponieważ jest to wyznanie wiary. To ryzyko tych, którzy zgadzają się mierzyć się z nieprzewidywalnością.

Kto zadaje sobie pytanie o Boga io człowieka, w obliczu przygody codziennej egzystencji i szukając pewnych podstaw, ten wie, że zagłębia się w tajemnicę Boga, gdzie wszyscy ludzie są prawdziwie braćmi, wierzącymi i niewierzącymi, chrześcijanami i ludźmi. inne wielkie przeżycia religijne. Ich ścieżki zawsze kończą się na brzegach oszałamiającej tajemnicy.

Samotność wierzącego?

Towarzystwo” wierzącego ze wszystkimi ludźmi zawsze pozostaje jednak trochę dziwne, całkowicie oryginalne. Jego doświadczenie wiary wypływa ze świadectwa krzyża iz nadziei, która wykracza poza wszelką ludzką mądrość. A to wkrótce zmusza go do samotności.

W pełnym i szczerym towarzystwie ze wszystkimi człowiek wiary czuje się zmuszony do przyjmowania postaw, wypowiadania słów i gestów, które są tylko jego, że nie jest już w stanie zrozumieć i dzielić się tymi, którzy podróżują tylko na fali zdrowego rozsądku i aktualna logika.

Wiara czyni nas trochę jak prorocy. Wierzący nie rezygnuje z walki i nie rezygnuje z pewności zwycięstwa, nawet gdy śmierć tłumi każdy oddech. Wykrzykuje żądania życia, gdy śmierć jest przemycana w jego imię. I przypomina wszystkim, że tylko przez oddanie życia Bogu życia, w uznaniu Jego ostatecznego panowania nad wszelkimi wysiłkami człowieka, możliwe jest posiadanie życia po śmierci.

Nie byłbym w stanie powiedzieć tych rzeczy, gdybym musiał tylko opowiedzieć swoją historię. Na szczęście jesteśmy Kościołem: ludem proroków, którzy wypełnili historię wyznania swojej wiary. Porozmawiajmy więc o proroctwie w dobrym towarzystwie.

Bóg czyni nowe rzeczy. Dlaczego tego nie zauważamy?

Kto doświadcza zbawienia Bożego i czuje się zanurzony w pokoju przebaczenia i miłości, ma zawsze serce głodne sprawiedliwości. Bóg daje nam swój pokój, abyśmy stali się twórcami pokoju. Z tego powodu wierzący cierpi dotkliwiej niesprawiedliwość i intensywniej walczy o jej przezwyciężenie w wielkim doświadczeniu nadziei.

Wierzący dzieli historię i życie wszystkich, ale w słowach i uczynkach woła w sobie wielką obietnicę Bożą, która dotyczy go bezpośrednio: „Wkrótce uczynię coś nowego. Właściwie już zacząłem. Nie zauważasz tego? (Iz 43,18-19).

Z samotną odwagą, podobną do tej, jaką mieli męczennicy pierwszej ery chrześcijańskiej, wnosi swój wkład we wspólne zaangażowanie, zawsze prowokując wymyślanie nowych rzeczy, ponieważ nowe niebo i nowa ziemia nie są reinterpretacją teraźniejszości, być może przystosowany do dobrego i lepszego, ale bezprecedensowego i nieprzewidywalnego doświadczenia przyszłości. W swojej pasji wolności i życia wierzący kroczy i żyje „pod obietnicą”.

Odsuń się od logiki zdrowego rozsądku

Samotność oznacza również zaangażowanie chrześcijanina w budowanie życia. W tym przedsięwzięciu dzieli się perspektywami i interwencjami z wieloma innymi ludźmi. Żyje zanurzony w świecie. Jest wspólnym domem i nie chce z niego uciekać.

Kiedy zaczyna sprawdzać, decydować przeciwko komu reagować i po której stronie stanąć, uświadamia sobie, że niektóre logiki są z pewnością sprzeczne z Ewangelią, budowane w śmiertelnych perspektywach. Nietrudno się od nich zdystansować, przynajmniej teoretycznie.

Wiele innych jest jednak mniej oczywistych. Wyznaczają ten styl szacunku i konkretności, który wydaje się niezbędny dla każdego uporządkowanego współistnienia. Chrześcijanin dostrzega jednak narastający niepokój. Dusi się w snach i planach. Boi się, że zostanie zmuszony do tego, jak wielu innych: wyłączyć nietolerancję utopii, by żyć spokojnie w gorączce codziennych wydarzeń.

W doświadczeniu krzyża chrześcijanin oddycha czystym powietrzem. Naucz się dystansować od logiki, w której jesteśmy zanurzeni, weryfikować je wszystkie w odważnej pracy krytycznego rozeznania.

W wolności wiary możemy znów marzyć o wielkich rzeczach. I tak, przerobieni we śnie, możemy wznowić twardy rytm egzystencji, która musi targować się z potrzebami i zmieniać perspektywy.

Dodaj komentarz